Gmina Głogów Młp.
 

PACYFIKACJE PRZEWROTNEGO, HUCISKA I STYKOWA W 1943 R.

Po spaleniu ratusza w Głogowie w lutym 1943 r. przez oddział Gwardii Ludowej „Iskra” (SPALENIE RATUSZA W 1943 R.), Niemcy przenieśli posterunek policji do budynku Kasy Zaliczkowej, obecnie Banku Spółdzielczego. Okupanci stracili zaufanie do polskich funkcjonariuszy, dlatego na ich dowódcę wyznaczyli Niemca, lejtnanta Wilhelma Baumgartena oraz wzmocnili posterunek kilkoma niemieckimi żandarmami. Natychmiast też wszczęto śledztwo, które miało doprowadzić do wykrycia sprawców spalenia ratusza. Wyznaczono nawet wysoką nagrodę za dostarczenie informacji umożliwiających schwytanie napastników.

Obok powstałej w 1942 r. komunistycznej Gwardii Ludowej, na terenach okupowanej Polski działała konspiracja Związku Walki Zbrojnej, przemianowana później na Armię Krajową. Na terenie gminy Głogów i sąsiedniej gminy Świlcza już w końcu 1939 r. powstały struktury ZWZ-AK. Według wspomnień kpt. Edwarda Brydaka, głogowska placówka AK była jedną z najlepiej funkcjonujących w całym obwodzie AK Rzeszów. Zgodnie z relacją, którą zostawił Stanisław Pokrywka, mieszkaniec Przewrotnego, wywiad AK szybko zorientował się, że Niemcy sporządzają listę osób, które są podejrzane o udział w spaleniu ratusza oraz uczestniczenia w innych akcjach przeprowadzonych jeszcze przed pożarem głogowskiego magistratu, m.in. napaści rabunkowych na plebanię w Trzebusce, obrabowania dworu Stanisława Politalskiego w Przewrotnym czy Kamila Jana Bieniaszewskiego w Wysokiej. Widać wyraźnie, że celem ataków komunistycznej Gwardii Ludowej, nie było szkodzenie Niemcom, a uderzanie w istniejący porządek społeczny czy nawet zwykły rabunek. Z dokumentów przechowywanych w Archiwum IPN w Rzeszowie wynika, że po wojnie śledztwo w tej sprawie prowadził nawet Urząd Bezpieczeństwa.
Gwardziści z „Iskry” nie uwierzyli ostrzeżeniom przekazywanym przez AK, a nawet oskarżali ich o współpracę z Niemcami, co było absolutną bzdurą. Tymczasem Niemcy dysponując gotowymi listami podejrzanych, którzy w ich mniemaniu zamieszkiwali głównie Przewrotne, zdecydowali się dokonać pacyfikacji. 14 marca 1943 r. wieś została otoczona, tak by nikt nie zdołał z niej zbiec. Systematycznie sprawdzano dom po domu żądając okazania dokumentów i jeśli znajdowano osobę, która znalazła się na liście, natychmiast zapędzano ją pod remizę strażacką. W ten sposób zgromadzono kilkadziesiąt osób. Wszyscy zostali rozstrzelani.
Stanisław Pokrywka twierdził, że wśród ofiar było tylko dwóch partyzantów z „Iskry”. Reszta rozstrzelanych nie miała żadnego związku z GL. Zamordowano ich, ponieważ nazwiska, które nosili zgadzały się z tymi z listy. Wiele osób miało te same nazwiska, a Niemcy nie potrafili się zorientować czy mają do czynienia z osobą podejrzaną, czy niewinną. Śmierć tylu ludzi nie powstrzymała gwardzistów przed dalszą działalnością. Na początku maja 1943 r. komunistyczni partyzanci w pobliżu Stykowa zastrzelili dwóch polskich policjantów, w tym byłego dowódcę Kazimierza Ciska. Stało się to przyczyną kolejnej niemieckiej pacyfikacji, tym razem Stykowa. „Dnia 4 maja w miejscowości Styków koło Głogowa – czytamy w raporcie AK – policja otoczyła całą wieś, wystrzelali wszystkie psy, ludzi począwszy od dzieci, a skończywszy na starcach, spędzili w jedno miejsce, gdzie rozpoczęli każdego z mieszkańców Stykowa, jak również ludzi, którzy się w tym czasie znajdowali na terenie Stykowa lub tylko przejeżdżali przez Styków, legitymować”. Wypytywano ich przy tym czy widzieli partyzantów. Wystarczyło, że ktoś zająknął się przy odpowiedzi, a natychmiast znalazł się w grupie osób skazanych na rozstrzelanie. Taka metoda selekcji spowodowała, że wśród ofiar znaleźli się przypadkowi ludzie.
Niemcy mając świadomość o nieskuteczności pierwszej pacyfikacji Przewrotnego, dalej kompletowali listę. 19 maja 1943 r. na wieś ponownie spadło nieszczęście. „Około godziny 13 – wspominał mieszkający ówcześnie w Przewrotnym Jan Selwa – widać było gromady wystraszonych ludzi idących i biegnących od strony remizy. Wśród nich była córka dziadków, która mieszkała z rodziną na Stronie Południowej. Weszła do izby i zaczęła opowiadać, co się dzieje koło remizy. Była załamana i roztrzęsiona. Po chwili usłyszeliśmy pojedyncze strzały pistoletowe. Było ich około 30. Mieliśmy świadomość, że strzelają do ludzi”.
Podobnie jak to miało miejsce w przypadku pierwszej pacyfikacji, zamordowano wielu niewinnych ludzi, którzy mieli nieszczęście nosić nazwiska osób podejrzanych o działalność w partyzantce. 12 czerwca 1943 r. ofiarą pacyfikacji padło Hucisko. Niemiecką kaźń opisał Jan Starzyk: „Gdy w czerwcu 1943 r. gestapowcy przeprowadzili obławę w Hucisku, wtedy w tej części wsi, gdzie ja mieszkałem, zebrali około 50 mężczyzn, a między nimi i mnie, i spędzili nas koło mego obejścia. Wtedy to jeden z gestapowców odczytywał z listy nazwiska osób, którym kazał przejść na drugą stronę i położyć się na ziemię twarzą do ziemi. Wśród wyczytanych byli: Franciszek Drąg, Józef Słuja, Józef i Marcin Gutowie, Marcin Kolano, Adam Gut, Franciszek Beskur, Adam Suszek i Józef Rumak. Tego ostatniego gestapowcy związali za ręce w tył i odprowadzili na bok, gdzie go w straszliwy sposób katowali, a on krzyczał gwałtu. Bili go polanem ze sąga drzewa, następnie związali nogi sznurem i na sznurze spuszczali głową do studni, tam zanurzali do wody, a następnie wyciągali i dalej bili. To powtórzyli kilkakrotnie, a następnie kazali mu się oddalić i w czasie, gdy on się oddalał, zastrzelili go. Natomiast innych wyżej wymienionych, którym kazano się pokłaść twarzą do ziemi, postrzelali strzałem z rewolweru w tył głowy leżących”.
W obu pacyfikacjach Przewrotnego zamordowano 65 osób, w Stykowie zastrzelono 9 osób, a w Hucisku 28. Ofiarami byli zarówno mężczyźni jak i kobiety, ponieważ Niemcy mścili się na całych rodzinach. Dodatkowo kilkadziesiąt osób zostało wywiezionych do obozów pracy i obozów koncentracyjnych. Długi czas po wojnie gloryfikowano Gwardię Ludową, a Armia Krajowa w czasach stalinowskich była „zaplutym karłem reakcji”. Czy doszłoby do pacyfikacji, gdyby gwardziści posłuchali ostrzeżeń akowców? Wydaje się, że można było uniknąć przelanej krwi wielu niewinnych ludzi.
Robert Borkowski

Kazimierz Cisek polski policjant z Głogowa Małopolskiego zastrzelony przez gwardzistów z “Iskry”.
Fragment raportu AK na temat działalności “Iskry” (Zbiory Archiwum Państwowego w Rzeszowie).



tworzenie i pozycjonowanie stron www