Gmina Głogów Młp.
 

Głogowianie za granicą.

Imigracja jest koniecznością czy może szansą na lepsze życie i spełnianie marzeń ?
Musimy wyjeżdżać czy możemy i dlatego korzystamy z tej możliwości ?
Jak postrzegane jest nasze miasteczko przez osoby, które mieszkają za granicą i czasami odwiedzają swój dom i rodzinę w Głogowie?
Na te i inne pytania odpowiedzą nam głogowianie, którzy kiedyś byli naszymi znajomymi, kolegami czy sąsiadami a teraz, od rodzinnego miejsca, dzielą ich tysiące kilometrów.
Oto pierwsza bohaterka naszych dywagacji.

Przedstaw się proszę, aby czytelnicy wiedzieli, kto opowie im o życiu poza rodzinnym domem, o życiu za “wielką wodą”.

Nazywam się Bożena Lesiczka, z domu Bazan. Jestem rodowitą głogowianką i jestem z tego dumna.

Kiedy i dokąd wyjechałaś , co zdecydowało o Twoim wyjeździe?

Do USA wyjechałam prawie 32 lata temu do męża, z wizą emigrancką w kieszeni.
Początki były bardzo trudne, bo po drugiej stronie oceanu zostawiłam całą moją rodzinę i wszystko to, co znałam. Przede mną stanął obcy, nieznany i jakże inny świat.
Po przylocie do USA zamieszkałam w stanie New Jersey. Moja znajomość języka angielskiego była minimalna, ale tak naprawdę, to tam gdzie mieszkaliśmy, język nie był aż tak potrzebny.
Był polski kościół, polskie sklepy, bank w którym zawsze kto mówił po polsku. Była to taka miniaturka Polski. Ze względu na ilość emigrantów, koszty życia były bardzo wysokie. Po za tym, nie lubiłam tłoku, jaki tam panował i mnie przytłaczał.
Planowaliśmy z mężem wyjechać do innego stanu, gdzie życie byłoby chociaż trochę łatwiejsze. Po kilku tygodniach pobytu w USA otrzymałam list od znajomej z Głogowa, która przyleciała do siostry w Cleveland, w stanie Ohio. Napisała, że byłoby fajnie się spotkać i że zaprasza nas do siebie. Wizyta udała się, a Cleveland przypadł nam tak do gustu , że po tygodniu spakowaliśmy nasze rzeczy i wyjechaliśmy z New Jersey na stałe do Ohio, gdzie mieszkamy tu do dziś. Cleveland jest bardzo dużym miastem, ale życie toczy się tutaj o wiele wolniej niż w Nowym Jorku czy Chicago.
Pierwszą pracę w Ohio pomogli mi znaleźć nasi znajomi z Głogowa, za co będę im zawsze bardzo wdzięczna. Moją drugą pracę podjęłam po roku i przepracowałam w niej “jedyne”….. 28 następnych lat.

Jak dużo czasu potrzebowałaś na zadomowienie się ? Czy jest to w ogóle możliwe? Czy Stany są Twoim domem i Twoim miejscem na ziemi? Czy dużo Polaków mieszka w Twojej miejscowości?

Zadomowienie się zabrało mi kilka miesięcy, ale Cleveland stosunkowo szybko stał się moim domem. Nawiększą barierą była bariera językowa, bo nie mówiąc po angielsku, czułam się jak kaleka. Żeby jak najszybciej pozbyć się tego uczucia zapisałam się do szkoły, w której zajęcia odbywały się rano, dzięki czemu po południu mogłam iść do pracy.
Nie raz brakowało mi motywacji i sił i wtedy też najbardziej tęskniłam za rodzinnym domem, za Polską. Zabrało mi kilka dobrych lat, abym w końcu poczuła się normalnie w towarzystwie osób mówiących tylko po angielsku.
W tej chwili mogę powiedzieć, że Cleveland jest moim domem i czuję się tutaj dobrze. Jednak tak naprawdę, to zawsze będę “zawieszona” gdzieś pomiędzy Polską a USA. Uczucie to nie jest obce nikomu, kto jest pierwszym pokoleniem emigrantów. Polonia w Cleveland jest raczej nieliczna i bardziej rozproszona niż dawniej. Młodsza fala emigrantów nie czuje już potrzeby mieszkania blisko siebie, a znajomość języka na pewno ma duży wpływ na to.

Mieszkając tam tak długo, na pewno miałaś również okazję dużo zwiedzić. Czy masz jakieś swoje ulubione miejsce w Stanach?

Moim ulubionym miejscem jest wodospad Niagara. O każdej porze roku jest inny, ale zawsze piękny. Warto również wybrać się do Nowego Jorku. Nie jest to ulubione moje miejce, ale uważam, że każdy powinien zobaczyć to specyficzne miasto. Oczywiście zachęcam do odwiedzenia Cleveland, gdzie mamy unikatowe muzeum Rock and Rolla. Warto tez odwiedzić Cleveland Clinic, która jest jedną z najlepszych klinik w świecie. Klinika ta jest miastem w mieście. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że lekarze tam pracujący są jednymi z najlepszych na świecie. Oczywiście, polecam wycieczkę do Amiszów, gdzie zatrzymał się czas i można zobaczyć rzeczy, których coraz mniej jest na tym świecie. Specyficzna atmosfera małych sklepików, świeże warzywa i owoce, no i boskie lody, które polecam. Konne bryczki, kobiety w długich sukienkach i czepkach, mężczyźni w słomianych kapeluszach i w spodniach z szelkami, dzieciaczki z bosymi nóżkami. Do tego jeszcze pasące się krowy, konie , owce i barany. Kiedykolwiek tam jestem, zawsze mam uczucie, że to prawie jak Polska z moich dziecinnych lat.

Jak często odwiedzasz Głogów i w jaki sposób go postrzegasz? Czy zmiany są widoczne?

Głogów odwiedzam tak często, jak jest to możliwe. Ostatnimi laty coraz częściej, a nawet udaje mi się bywać raz do roku. Cieszę się też bardzo, że lotnisko w Jasionce się rozrasta, bo przez kilka ostatnich lat mam przyjemność z niego korzystać.
Uważam, że Głogów bardzo sie zmienił, w dużej mierze na lepsze. Jest taki bardziej kolorowy. Kryty basen, siłownie, restauracje, pełne sklepy, to rzeczy, o których można było tylko kiedyś pomarzyć. Tęsknię tylko za starym widokiem plant z drzewami, krzakami i różami. Na tych plantach spędzaliśmy przecież nasz wolny czas, od wiosny do późnej jesieni.

Uważasz, że Głogowem można się pochwalić za granicą?

Jak najbardziej, ja robię to przy każdej możliwej okazji. Moi amerykańscy znajomi są zachwyceni naszym kościołem, starym rynkiem, plantami czy domami. Zawsze podkreślają, że nasze miasteczko jest takie czyste. Mieszkańcy Głogowa nie powinni mieć żadnych kompleksów, na co dowodem może być opinia mojego syna i synowej, którzy po powrocie do Stanów stwierdzili, że życie młodych ludzi w Polsce nie rożni się zbytnio od ich życia tutaj, w USA.

Czego brakuje Ci z Polski?

Najbardziej brakuje mi wspólnych , rodzinnych świąt i wszystkich tych dni, kiedy rodzina świętuje imieniny, urodziny , chrzciny i wszystkie inne okazje, a ja nie mogę być z nimi. Kiedyś, dawno temu tęskniłam za polskimi słodyczami, wędlinami, korniszonami, a dzisiaj nawet u nas w Cleveland mamy dwa polskie sklepy. Można w nich kupić nie tylko polską żywność, ale i baranka z cukru do święcenia czy polskie stroiki na Boże Narodzenie. Kiedyś było to nie do pomyślenia. Jednak rzeczy materialne nie zastąpią nigdy rodzeństwa czy rodziców.

I na koniec najważniejsze pytanie – czy wrócisz do kraju, do Głogowa?

Jest to pytanie, na które raczej w tej chwili nie mogę jeszcze odpowiedzieć. Wszystkie opcje są jednak otwarte, wszystko zależy od tego, jak potoczy się życie. Na pewno chciałabym spędzać więcej w czasu w Głogowie niż spędzam go teraz.
Bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas I za to, że chciałaś się z nami podzielić swoimi wspomnieniami, że zdradziłaś nam swoje tęsknoty.

Może skorzystasz z okazji i pozdrowisz kogoś?

Z przyjemnością. Pozdrawiam członków mojej wspaniałej Rodziny, tej bliższej i dalszej. Oczywiście pozdrawiam również wszystkich moich znajomych z Głogowa, z którymi spędziłam pierwsze 23 lata mojego życia 😀



tworzenie i pozycjonowanie stron www