Gmina Głogów Młp.
 

Głogowianie za granicą – 2

Imigracja jest koniecznością czy może szansą na lepsze życie i spełnianie marzeń ?
Musimy wyjeżdżać czy możemy i dlatego korzystamy z tej możliwości ? Jak postrzegane jest nasze miasteczko przez osoby, które mieszkają za granicą i czasami odwiedzają swój dom w Głogowie?
Na te pytania pomogą nam odpowiedzieć głogowianie, którzy kiedyś byli naszymi znajomymi, kolegami czy sąsiadami.
Tym razem, swoją historię opowie nam Adela Rzeszutek, z domu Plis:

W pewnym momencie życia znalazłam się w bardzo trudnej sytuacji . Zmarł mój mąż, a ja zostałam sama, z trójką dzieci, przy czym najmłodsze z nich miało 1.5 roku. Były to czasy, kiedy pracę otrzymywali wybrańcy. Byłam jedyną osobą, która musiała zapewnić dzieciom godne życie i utrzymać dom. Musiałam podjąć bardzo trudną decyzję o wyjeździe za granicę. Początkowo myślałam o USA, ale po dwóch, nieudanych próbach zdobycia wizy, ostatecznie zrezygnowałam z tego kraju. Wybór padł na Włochy, gdyż tam mogłam liczyć na pomoc znajomej.
Okazało się, że decyzja była słuszna, bo bardzo szybko dostałam wiadomość o możliwości podjęcia pracy jako opiekunka starszej, chorej, osoby.
Po przyjeździe do Rzymu, z dworca Tiburtina odebrała mnie znajoma i u niej spędziłam pierwszy dzień. Następnie, przyjechali po mnie moi pracodawcy, czyli rodzina osoby, którą miałam się opiekować. Tak trafiłam do Bracciano, malowniczego miasteczka, położonego 40 km od Rzymu.

Czy początki były trudne?
Do wyjazdu zmusiła mnie konieczność. Wiedziałam, że muszę pracować, aby móc utrzymać zostawioną w Polsce rodzinę. Był to tak silny bodziec, że nie myślałam o czekających mnie ewentualnych trudnościach. Starałam się nie myśleć o tych, których musiałam zostawić. Najważniejsze było to, że wreszcie mogłam pracować. Nieznajomość języka włoskiego utrudniała mi pracę, ale trzeba było sobie jakoś z tym radzić. Niektóre słowa podobne były do francuskich, a tego języka uczyłam się w liceum, więc te wchodziły do głowy najszybciej. W tym czasie, bardzo pomocny był słownik włosko-polski. Najczęściej powtarzające się słowa, potrzebne na co dzień, wypisywałam na kartce i starałam się je jak najszybciej zapamiętać. Ponadto, dużo słuchałam radia, oglądałam telewizję i w ten sposób poznawałam i utrwalałam sobie wiele słów. Odbywało się to na zasadzie skojarzeń. Z dnia na dzień było coraz lepiej. Zdawałam sobie również sprawę, że jestem obserwowana i sprawdzana – czy wywiązuje się ze swoich obowiązków, czy robię to rzetelnie, czy we właściwy sposób zajmuję się swoim podopiecznym i jaki mam do niego stosunek. Ponieważ uważałam taką sytuację za normalną, nie stanowiło to dla mnie większego problemu. Jestem osobą otwartą, pozytywnie nastawioną do ludzi i świata, a więc dosyć szybko zdobyłam zaufanie całej rodziny i wywiązała się między nami życzliwa atmosfera.
W dalszym ciągu, jednak, trudne były noce. Były to chwile, kiedy nie myślałam o pracy, tylko o najbliższych. Były to bardzo smutne, przygnębiające i bolesne momenty, trudne do pokonania.
Najcięższe było pierwsze pół roku. Bariera językowa powodowała ograniczenia w porozumiewaniu się i swobodnym poruszaniu. Po tym okresie, kiedy zaczęłam rozumieć to, co do mnie mówiono, zaczęło być łatwiej. Ponadto, zaczęłam spotykać się z Polakami, którzy również pracowali we Włoszech, ale byli ode mnie dłużej i znali już język. Zwykłe spotkania, wspólne spacery czy niedalekie wycieczki w dni wolne od pracy, były dla mnie odskocznią i równocześnie wsparciem psychicznym. Zaczęłam się czuć pewniej, swobodniej i ….. Włochy zaczęły mi się bardzo podobać. Zarówno panujący tu klimat, jak i ludzie, którzy są zupełnie inni od nas, Polaków. Otwarci, pogodni, serdeczni i wyluzowani. Nie zamartwiają się, przyjmują życie takim, jakie jest. Żyją po prostu zdrowiej.
Mój, wcześniej planowany na rok ,wyjazd, zaczął się przedłużać. Przyjechałam na pierwszy urlop do Polski, ale po miesiącu wróciłam do Bracciano, do pracy. Czułam, że jestem akceptowana a moja praca jest doceniania, jestem lubiana i powoli staję się przyjacielem rodziny. Miałam bardzo dobre warunki, nikt mi niczego nie ograniczał. Mogłam być odwiedzana przez znajomych, mogła do mnie przyjeżdżać rodzina z Polski a więc kontakt z najbliższymi stawał się coraz częstszy. Zaczęłam przyzwyczajać się do włoskiego trybu życiu. Przestało mnie dziwić to, że sklepy, urzędy otwarte są do godz. 12.30, następnie mają przerwę na obiad do godz. 15.3o i znowu zaczynają funkcjonować. Przywykłam również do tego, że sierpień jest okresem urlopowym – Włosi wówczas nie pracują tylko odpoczywają. W tym okresie na pewno nie załatwi się żadnej sprawy.
Włochy zaczęły być moim drugim domem. W szybkim zaaklimatyzowaniu się na pewno pomogły mi moje kolejne miejsca pracy – trafiałam zawsze na przyjazne, ciepłe osoby, które traktowały mnie po partnersku. Kiedyś od kogoś usłyszałam, że pomagał mi w tym mój charakter. Do tej pory utrzymuję przyjazne kontakty z większością moich byłych pracodawców. Do dzisiaj jestem do nich zapraszana. Mogę przyjechać nie tylko sama, ale również z rodziną. Jako przyjaciel rodziny, zapraszana jestem na różne uroczystości rodzinne – wesela, chrzciny, urodziny.
Mieszkając we Włoszech tak długo, bo ponad 20 lat, na pewno miałaś również okazję dużo zwiedzić. Czy masz jakieś swoje ulubione miejsce?
Całe Włochy są niezwykle atrakcyjne. Miałam okazję zwiedzić je wzdłuż i w szerz, zobaczyłam wszystkie, najważniejsze miejsca od gór po Reggio di Calabria a także piękną Sycylię i Sardynię. Nie będę oryginalna, kiedy powiem, że szczególnym miejscem na pewno jest Rzym i Watykan. To miejsce polecam każdemu. Wieczne Miasto to jeden ogromny zabytek, miejsca naznaczone mitami i symbolami. Obowiązkowo trzeba być w Watykanie. Ja miałam to szczęście, że bywałam tu w czasie, kiedy papieżem był nasz rodak, Karol Wojtyła.
Przepiękna jest Wenecja, Florencja, niepowtarzalny Neapol, bardzo ciekawa Sycylia. Wszystkie, nawet te maleńkie miasteczka, są niezwykle urokliwe i mają niepowtarzalny klimat.
Miałam okazję zwiedzić wiele krajów, ale Włochy zajmują szczególne miejsce w moim sercu, są moim miejscem na ziemi. Kocham włoskie plaże, włoską kuchnię, a włoski klimat jest najlepszy na świecie.
Jak często odwiedzasz Głogów i w jaki sposób go postrzegasz? Czy zmiany są widoczne? Uważasz, że Głogowem można się pochwalić za granicą?

W Głogowie mam swoją swój dom i rodzinę. Przyjeżdżam chętnie i regularnie, przynajmniej dwa razy w roku. Zmiany, jakie tutaj zachodzą są bardzo widoczne. Głogów jest bardzo ładnym, czystym miasteczkiem, czego nie można powiedzieć o włoskich miastach. Będąc tutaj, zawsze robię dużo zdjęć i później chwalę się nimi we Włoszech. Uważam, że nasze miasteczko w niczym nie ustępuje podobnym wielkością, włoskim miastom. Moi przyjaciele z Włoch na pewno tutaj ze mną przyjadą.
Jako głogowianie, nie możemy mieć żadnych kompleksów. Wszystko pięknie i bardzo szybko się zmienia i rozwija. We Włoszech takiego tempa nie widać.
Tryskasz energią, jesteś zachwycona tym, że mieszkasz we Włoszech, czy jest coś, czego brakuje Ci z Polski?
Brakuje mi domu i rodziny. Poza tym – niczego. Jestem zadowolona, czuję się spełniona i wolna.
I na koniec najważniejsze pytanie – czy wrócisz do kraju, do Głogowa na stałe?
Tego nie wiem. Na pewno nadal będę przyjeżdżać na wakacje, święta. Dokądkolwiek będę wracać, czy to do Polski, czy do Włoch, to będę wracać do siebie. I tu, i tu jest mój dom.

Dziękuję Ci bardzo, za poświęcony czas. Rzadko się zdarza, aby konieczność wyjazdu okazała się najlepszym, życiowym wyborem nie tylko ze względów finansowych. W Twoim przypadku, dzięki temu, znalazłaś dla siebie ”najlepsze miejsce na świecie”.



tworzenie i pozycjonowanie stron www