Gmina Głogów Młp.
 

AKCJA „BURZA”

Na placówkę AK Głogów wchodziło wiele miejscowości położonych pomiędzy Głogowem a Bratkowicami. Z każdej miejscowości zaprzysiężeni żołnierze wystawiali własny pluton, który miał wziąć udział w zbrojnym powstaniu noszącym kryptonim „Burza”. Powstanie miało rozpocząć się wraz ze zbliżaniem się Armii Czerwonej i polegać na rozpoczęciu walki z Niemcami, tak by przejąć pod kontrolę jak najwięcej obszaru placówki.

Z tego powodu, że w samym Głogowie stacjonowały silne oddziały niemieckie, miejscem zbiórki akowców stały się lasy bratkowickie. 26 lipca 1944 r. zebrało się w nich ok. 200 partyzantów, tworząc Zgrupowanie Zachód, nad którym dowództwo przejął ppor. Józef Rzepka ps. „Rekin”, „Znicz”. Wieczorem tego dnia rozesłano patrole do Bratkowic i Bud Głogowskich w tym celu, aby zdobyć rozpoznanie nad ruchami wojsk niemieckich. W Bratkowicach doszło do pierwszej potyczki, partyzantom udało się zdobyć niemiecki samochód, wzięli przy tym do niewoli oficera Wehrmachtu. Poniesiono również pierwsze straty własne, zginął krewny dowódcy, Leon Rzepka. Nad ranem 27 lipca partyzanci ostrzelali w Bratkowicach wozy taborowe wywożące amunicję ze składnicy niemieckiej na Wygodzie pod Głogowem. Według raportu por. Antoniego Pawlusa „Sewera” oficera wyszkolenia inspektoratu AK Rzeszów, sporządzonego już po akcji „Burza”, ludziom „Znicza” udało się zniszczyć 7 wozów.
Dzień 27 lipca 1944 r. dobrze zapamiętała Joanna Litwin z Bud, córka Franciszka Litwina, podoficera sanitarnego w Zgrupowaniu. Opisała w jakich okolicznościach poznała kapelana głogowskiej placówki AK, ks. Michała Sternala ps. „Łęg”, proboszcza z Bratkowic: „Mam nadzieję, że ks. Sternal pamięta młode dziewczę z bratkowickiego lasu. Poznałam go 27 lipca 1944 r. jako przystojnego kapelana. Gdy weszłam do obozu, siedział pod drzewem w obecności »Znicza« i »Uklei« (ppor. Tadeusz Lis jeden z dowódców plutonu). Kiedy opowiadałam ojcu, jak z przygodami dotarłam do lasu, powiedziałam: »Chyba diabeł nas kołował«. Ojciec mnie zmitygował wskazując na ks. Sternala: »To jest ksiądz, nie mów tak«. Przygoda polegała na błądzeniu moich przewodników. 27 VII wczesnym rankiem zgłosili się dwaj młodzi chłopcy z rozkazem, bym natychmiast zgłosiła się w obozie. Droga wiodła przez las, polanę, rzeczkę i znowu las, już bratkowicki. Tu chłopcom droga się pomyliła i skręciliśmy w stronę Bratkowic. Już na skraju lasu zobaczyliśmy ślady kół samochodów niemieckich, w powietrzu unosił się zapach benzyny. Była to pozostałość po rannej potyczce. Zawróciliśmy i po dłuższej chwili natrafiliśmy na nasz posterunek. Trudno mi teraz po latach odtworzyć przebieg akcji, pamięć zarejestrowała oderwane obrazy. Pamiętam przeskakiwanie przez leśne dukty, podróż ciężarówką w stronę Kolbuszowej, powrót w bratkowickie lasy. Pamiętam smak kromki chleba z masłem i posypanej cukrem, którą gdzieś zdobył »Ukleja«. Nigdy potem nic tak mi nie smakowało. Byliśmy głodni, brudni, piliśmy wodę z rowu cedząc ją przez chusteczkę, ale radośni”.
W lesie Zarośliny położonym pomiędzy Budami a Głogowem, grupa partyzantów dowodzona przez Jana Madejowskiego ps. „Brzana” zdobyła i spaliła niemiecką ciężarówkę wracającą po rekwizycjach żywności. W samych Budach doszło do dwóch potyczek z Niemcami. Jedną z nich stoczyła grupa dowodzona przez nieznanego z nazwiska „Żbika”, która dołączyła do Zgrupowania tuż przed wybuchem akcji „Burza”. Potyczkę tę opisał Józef Lis ps. „Tajfun”, żołnierz głogowskiej placówki, obecnie w wieku 93 lat: „»Żbik« ze swoimi ludźmi stali przy szlabanie blokującym wjazd do lasu tuż przy leśniczówce w Budach. Wzdłuż ściany lasu wiodła droga wiejska, która ostro skręcała w lewo. Było to miejsce, w którym stał dwór i folwark Malinowskich. Niespodziewanie zza zakrętu wyłoniła się ciężarówka wioząca niemieckich żołnierzy. Było ich ponad dwudziestu. Od razu dostrzegli ludzi »Żbika«, którzy wyróżniali się trzymaną w ręku bronią. Samochód stanął i Niemcy zaczęli wyskakiwać ze skrzyni ładunkowej. Polaków było zaledwie ośmiu, ucieczka w głąb lasu była równoznaczna z samobójstwem, ponieważ droga wiodła stromo pod górkę. Wszyscy schronili się za najbliżej stojącym przy drodze domem. Niemieccy żołnierze otworzyli ogień, szukając stanowisk strzeleckich w przydrożnym rowie. Nasi odstrzeliwali się i początkowo żadna ze stron nie górowała nad drugą. Wkrótce jednak nadjechała druga ciężarówka również wypełniona żołnierzami, którzy przyłączyli się do wcześniejszej grupy. Zrobiło się bardzo niebezpiecznie. »Żbik« przewidział zamiary Niemców, wykorzystując przewagę liczebną, chcieli obejść akowców i zaatakować ich od tyłu. Postanowił posłużyć się tym samym planem. Wrogów było kilkudziesięciu, a on sam, gdyż wszyscy jego ludzie zostali, by dalej się ostrzeliwać utrudniając tym sposobem ruchy Niemcom i jednocześnie odwracać ich uwagę od jego działań. »Żbik« zebrał zapas granatów i wycofując się przeszedł przez płynący obok potok. Obchodząc leśniczówkę dotarł pod samo stanowisko niemieckie. Był na tyle blisko, że z łatwością mógł dorzucić granatem. Miał ułatwioną sytuację, ponieważ po drugiej stronie rowu, w którym kryli się Niemcy, znajdował się mur otaczający folwark, dzięki czemu odbijające się od niego granaty celnie raziły wroga. Po drugim wybuchu granatu, Niemcy bezzwłocznie zdecydowali się wycofać. Zabrali swoich zabitych i rannych ładując ich do ciężarówek, lecz z powodu paniki zostawili dwa karabiny maszynowe. Byli pewni, że mają do czynienia ze znacznie silniejszym przeciwnikiem niż im się na początku wydawało”.
Niestety, zdarzały się też sytuacje, w których akowcy ponosili spore ofiary. 28 lipca w Bratkowicach w ręce Niemców wpadło 9 żołnierzy z AK, którzy chcieli przenieść amunicję z zakonspirowanego we wsi magazynu broni. Wszyscy zostali na miejscu rozstrzelani. 29 lipca na Głogów spadły niemieckie bomby niszcząc kilka domów i zabijając wielu ludzi. 30 lipca dowodzenie nad Zgrupowaniem AK Zachód przejął por. Pawlus. Wobec zbliżania się już pierwszych zwiadowczych oddziałów Armii Czerwonej, zdecydował się rozpuścić większość partyzantów do domu, zostawiając przy sobie tylko najlepiej uzbrojonych w liczbie 55 ludzi. W leśniczówce w Porębach Kupieńskich doszło do spotkania polskich dowódców z dowódcami rosyjskimi. Polacy przekazali im wówczas informacje o położeniu wojsk niemieckich i uzgodnili współpracę. Niemcy wycofali się już wówczas z Głogowa tworząc linię obrony w oparciu o rozlewiska rzeczki Mrowla. Najcięższe walki trwały 2 sierpnia 1944 r. To wówczas zginął lejtnant Iwan Turkienicz, który później na jakiś czas został patronem głogowskiej szkoły podstawowej.
3 sierpnia 1944 r. akcja „Burza” została zakończona. W jej wyniku zginęło 21 akowców. Wspólna z Rosjanami walka przeciwko Niemcom, nie zakończyła się zawiązaniem braterstwa broni. Tydzień później NKWD rozpoczęło wśród akowców pierwsze aresztowania.

Dokument wystawiony przez Koło Byłych Żołnierzy AK z siedzibą w Londynie poświadczający m.in. udział w akcji „Burza” Józefa Lisa, żołnierza placówki AK Głogów (zbiory J. Lisa)

Józef Lis w październiku 1944 r. został aresztowany przez NKWD, a następnie wcielony do II Armii Wojska Polskiego, z którą przeszedł cały szlak bojowy. Zdjęcie zrobione tuż po zakończeniu wojny w maju 1945 r. (zbiory J. Lisa)



tworzenie i pozycjonowanie stron www